Od jakiegoś czasu mieszkam ze swoją rodziną na wsi - z woli własnej i nieprzymuszonej:):) Wokół nas - las i jeziora, na dole nasza trawa, na górze nasze niebo - i niechaj już tak zostanie.
Żyją tu z nami 2 koty o jakże odmiennych charakterach i 2 psy o jakże odmiennych posturach:):)
Odkąd tylko pamiętam lubiłam "popełniać" coś manualnie:) i tak mam nieuleczalnie do dziś:).
Zapraszam do GREEN CANOE...do czółna o zielonej duszy.



.

Pokazywanie najnowszych postów oznaczonych etykietą Singery. Pokaż starsze posty
Pokazywanie najnowszych postów oznaczonych etykietą Singery. Pokaż starsze posty

piątek, 18 września 2009

SINGERY się panoszą :) a WRZOSY w roli głownej













Ostatni post wywołał lawinę maili na moją skrzynkę. Chciałabym Wam za nie bardzo podziękować - i za tak ogromne zaufanie którym zostałam obdarzona...Bardzo mocno za Wszystkich Was trzymam kciuki!!!!

***
Dziś chcę wprowadzić w klimat blogowych jesiennych dni trochę słońca i optymizmu:) Dlatego poskrobię z radością o mojej romantyczno nieuleczalnej miłostce:) O SINGERACH....Ot maszyny zwykłe do szycia powiedziałby ktoś, ot graty stare.....O nie, nie.....kochani.....Ja posądzam je o rozprowadzanie MAGI!!!!najprawdziwszej!!!:):) Bo czyż nie jest tak, że gdziekolwiek się nie pojawią, wprowadzają swoja obecnością otoczkę czysto baśniową....???? Czyż nie jest tak, że obok tej maszyny NIE DA SIĘ przejść obojętnie?? Musisz zerknąć choćby..... Nie wiem jak Wy - ale ja nie potrafię być odporna na ich piękno. Dlatego też zapewne mamy w domu 4 singery, a 5ta jest w drodze:) Dwie z moich maszyn to pamiątki po kochanych babciach. Kolejną kupił mi brat w antykwariacie maleńkim w Walii, następne 2 wyszperałam sama........Jeśli ktokolwiek z Was zastanawia się czy to koniec kolekcji - od razu odpowiadam, że na pewno NIE :):) Co prawda mój mąż z lekkim zaniepokojeniem zawsze zadaje to samo pytanie: A GDZIE TO BĘDZIE STAŁO??????, ale jest na tyle kochany, że w końcu jakoś tak razem owo miejsce znajdujemy dla nowego lokatora. Singery maja to do siebie , że jak już Ci wlezą w domowe kąty to się panoszą bez żenady żadnej:) Stoją dumne ( bo i maja powody do dumy - w końcu od bagatela 1850 roku raczą nas swym pięknem), i w cokolwiek nie zostaną przyobleczone - z godnością arystokratyczną znoszą nowa rolę......stolik kawowy - PROSZĘ, stolik pod telefon PROSZĘ, szafka pod umywalkę łazienkową - CZEMU NIE, legowisko kocie - NO JAK TRZEBA.....maszyna do szycia - TAAAAAK:):):) one jeszcze nadal szyją!!!!!!!
Do mojej zorganizowanej grupy SINGERÓWEK doszła ostatnio maszyna w spadku od babci Stasi. Jest do odrestaurowania - i głowica i nogi. Myślę, że raczej wiosną się za nią wezmę. Chciałabym poświecić jej wystarczająco dużo uwagi, bo na to po prostu zasługuje, a potrzebuję do tego ładnej pogody, spokoju i czasu.....czyli wszystkiego, na co teraz mam ostry deficyt. Jednak tak żal mi było trzymać ją w ukryciu - że postanowiłam choć na chwilę pokazać ją światu - przynajmniej temu naszemu wiejskiemu:) Głowicę schowałam przed czynnikami zewnętrznymi do swojej pracowni, ale dół posłużył za jesienny dekoracyjny kwietnik tarasowy. I powiem szczerze, że jak na nią patrzę.....to słyszę bardzo wyraźnie swój dziecinny szczęśliwy śmiech, widzę dobrotliwy uśmiech babci, czuję jak głaszcze mnie po głowie, czuję smak zrobionej przez nią porannej kanapki i smak zsiadłego mleka pitego do młodych kartofelków......Rozczula mnie widok TEJ maszyny u mnie w domu......Maszyna od drugiej babci - Zosi, to ta, na którą czekam......i wiem po prostu, że przywiezie ze sobą przepiękny babciny śpiew o zielonym jaworze( piosenkę tę nucę często pod nosem odkąd mieszkam na wsi:), przywiezie podpłomyki , które z taką ochota sama kładłam na kuchenkę, smak czereśni, wiśni i morelek z sadu, audycje Matusiaków, i babcine utulenie na dobranoc - z butelką gorącej wody w stopach...... I kiedy i ta maszyna wreszcie do mnie dotrze, będę miała we własnym domu - i jako dorosła już kobieta - komplet najprawdziwszego szczęścia zaczerpnięty prosto z cudownych(dzięki moim najukochańszym babciom) dziecinnych dni. A z TAKIM kompletem szczęścia za pazuchą...to ileż człowiek dopiero może przekazać radości i miłości własnym dzieciom,.... prawda???????
Ze wspominkowymi pozdrowieniami, z garścią śmiechu zaczerpniętego z przeszłości, z nuconym zielonym jaworem, stukotem singerowskiego rytmu i zapachem domowych powideł - CZARUJĄCEGO weekendu wszystkim życzę:)