niedziela, 22 lutego 2015

UJĘCIE ...pierwsze!

Właściwie nie ujęcie a odcinek:) I zapowiadana niespodzianka.
 
Upublicznienie naszej pracy, to bardzo ważna dla mnie chwila. Bo wymyślenie tego cyklu, a potem wzięcie w nim udziału, poprowadzenie programu -  oznaczało nic innego jak pokonanie własnych... słabości. Obaw przed publicznym wystąpieniem...jak i przed tym, że w natłoku już i tak ogromu pracy, nie dam rady unieść wielkości tego projektu. Już samo słowo WSPÓŁPRODUCENT brzmi przerażająco:) A gdy widzisz przed sobą kamerę - co ja mówię -  KAMERY :), światła i ludzi poza planem, czekających na to, co zrobisz i co powiesz,  a  przed Tobą stoi człowiek - także czekający na pytania...uwierzcie mi, że można poczuć na barkach wagę projektu  :)

 
 Ale może od początku. Nie byłoby tego cyklu, gdyby nie wspaniała filmowa GRUPA VCANAL.  Pisałam Wam już nie raz, że mam szczęście do ludzi i często spotykam w życiu tych dobrych. Mało tego - że sami mnie znajdują. To właśnie jedni z nich:).  Kiedy dostałam maila z propozycją współpracy, długo myślałam - najpierw czy się odważę. Potem -  nad samą formułą ...co takiego mogłabym zaproponować moim czytelnikom, by było to dla nich inspirujące? W Tv oglądacie już domy znanych ludzi, sporo także programów czy filmików typu jak przerobić lub zaaranżować pomieszczenia. Pomyślałam sobie - co sama chciałabym obejrzeć? Proste pytanie - prosta odpowiedź:) Brakowało mi programów owszem o ciekawych wnętrzach - ale stworzonych przez normalnych ludzi. I właśnie wtedy wymyśliłam cykl  "WNĘTRZARSKIE PODRÓŻE Green Canoe".  Nie bywam bowiem na sesjach przecież u celebrytów:) ale ludzi, którzy równie dobrze mogą być Waszymi sąsiadami lub... Wami:)

 
A gdyby pokazać te wnętrza dokładniej? Nie tylko na zdjęciach? -  pomyślałam. Gdyby uwypuklić czynnik ludzki, porozmawiać, CZŁOWIEKA jako twórcę -  zaznaczyć, dać mu się wypowiedzieć. Tak, by mógł  pochwalić się widzom swoją pracą, pomysłami, inspirującymi rozwiązaniami.
 
Wbrew pozorom nie trzeba być ani bardzo sławnym , ani bardzo majętnym, żeby mieszkać ciekawie. Czemu więc, nie mielibyśmy pokazać  ZWYKŁYCH/NIEZWYKŁYCH domów? I tym samym - zainspirować innych, do zmian w ich przestrzeniach?  Podzieliłam się pomysłem z Moniką (Kierownikiem produkcji) i Michałem ( Reżyserem). SUPER! ROBIMY! - decyzja była błyskawiczna. 

No i cóż - nie pozostało nam nic innego niż się spotkać, zaufać sobie, POLUBIĆ się:) i nakręcić materiały u niesamowitych gospodarzy:) I znów  - setki pokonywanych kilometrów, kilkanaście godzin pracy dziennie. Czy było warto? - TAK:)! Myślę, że dobra energia, która krąży od początku wokół tego projektu - zrekompensowała nam wszystkie trudy.
 
 
Moniko, Michale, Tomku i Tomku:), Mateuszu, Martyno - dziękuję Wam bardzo za ogromne zaangażowanie i rewelacyjną współpracę, za niesamowitą przygodę i rzucenie mnie na głęboką wodę w tak komfortowych warunkach, o jakich można sobie tylko pomarzyć! Czułam Wasze wsparcie na każdym kroku. Dziękuję za ogrom śmiechu, za dobre słowo, za ludzką życzliwość.
Naszym gospodarzom zaś, dziękujemy całą ekipą  za bardzo ciepłe przyjęcie, wyrozumiałość i wyjątkowo serdeczną gościnę. Czujemy się zaszczyceni, że mogliśmy być w Waszych domach:)

 
Obejrzycie dziś moi mili pierwszy odcinek - otwierający cykl, a zrealizowany w domu ..no właśnie - kolejnych CUDOWNYCH osób:), które miałam szczęście poznać.  Julia w momencie realizacji, była w wyjątkowym stanie - za chwilę bowiem, na świat miał przyjść wyczekiwany Benio.  Adam zdążył dojechać na końcówkę zdjęć - nie mogło go jednak zabraknąć w materiale - obejrzyjcie proszę odcinek do KOŃCA...aż za napisami:)  Obydwoje tworzą niesamowicie ciepłą rodzinę, a ich dom obdarowuje dobrymi emocjami -  niczym zaczarowany. Kolejny raz sprawdza się moje twierdzenie, że piękne wnętrza tworzą piękni ludzie. Sesję z tego wnętrza zobaczyć będziecie mogli dodatkowo w jednym z  bliskich wydań "Mojego mieszkania"
 
Kochani czółnowi WIDZOWIE :),
zapraszam Was na premierowy odcinek "Wnętrzarskich podróży Green Canoe".
Miłego oglądania:)!
 
 
 

"Wnętrzarskie podróże Green Canoe" Odcinek 1.
Gospodarze: Julia Rozumek, Adam Domin www.szafatosi.pl

Cykl/Scenariusz: GREEN CANOE studio
Realizacja - GRUPA VCANAL
 

środa, 18 lutego 2015

STARY kafel i puste okna.

Kilka lat temu robiliśmy sesję w pięknym, nowym domu. Już sama bryła budynku była godna podziwu. Świetnie zaprojektowany, o bardzo przyjaznym rozplanowaniu wszystkich pomieszczeń, przepięknie wykończony, pełen dobrej energii, z bajecznym wnętrzem. Ale to, co mnie w nim ujęło za serce - to okna. Na caaaałej ścianie, od podłogi po sufit, wychodzące na ogród.  Pierwszy raz widziałam właśnie tam zamianę ról - w tych oknach bowiem wisiały jedynie lniane proste rolety, a po bokach, jako zasłonki - zastosowano prześwitujący materiał przypominający firanę. Całość wyglądała bardzo lekko i elegancko. 
 
Gospodyni powiedziała mi, że gdy studio, które im realizowało tekstylną oprawę okien - zaproponowało takie właśnie rozwiązanie - nie była od razu do niego przekonana. No bo jak to - firanki po bokach jak zasłony? Okna PUSTE, tylko rolety? Okazało się, że był to strzał w 10!


 
 

 
Nie wiem od czego zależy - że jesteśmy w stanie łamać schematy i robić coś na opak? Od charakteru? Odwagi? ciekawości? Jakie Wy macie doświadczenia? Lubicie czuć się bezpiecznie i raczej powielać utarte, znane od lat rozwiązania - choćby wnętrzarskie? Czy raczej staracie się podążać własną drogą? Gdy korzystacie z porad architektów/projektantów - otwarci jesteście na ich kreatywne pomysły? Często na 1y rzut oka odważne?  Czy raczej obawiacie się, że są zbyt śmiałe?

 
 
Pamiętam -  bardzo dawno temu udało mi się uratować duży stary kafel. Cudowny. Bardzo dobrze zachowany. O ślicznych ornamentach.  Bajkowy kafel w głębokiej zieleni. Przypuszczam, że był częścią jakiegoś przedwojennego pieca. Wyczyściłam tył. Przód zachował się  bez skazy. TO BYŁ MÓJ SKARB:)  I ów kafel służył  długie lata za ... DESKĘ do krojenia:) Używałam go naprawdę długo, zanim zaginął w otchłani którejś z przeprowadzek. Jak dziś, widzę zaskoczone miny gości - no bo przecież deski są z drewna, no ewentualnie plastiku, ale takie zdobione...szkliwione? Jak to?
Dziś to już nikogo nie dziwi, prawda?

 
Ostatnie lata  pokazały, że takie ceramiczne DECHY są hitem:) Do krojenia, do serwowania  - same w sobie są już dekoracją. Zobaczyłam w ostatnim katalogu, szarą elegantkę z Green Gate i od razu przypomniała mi nasz historyczny kafelek. Podobny styl ozdobnych żłobień, ta sama klasa. Piękna. Obudziła przemiłe wspomnienia - i jest już u nas :) Po tylu latach odzyskałam swój KAFEL - no, powiedzmy, że jego nowszą siostrę. 

 Coraz więcej firm wzbogaca swoje wiosenne kolekcje o szarości. Moje ambasadorskie marki - właśnie Green Gate i Lene Bjerre, robią to już od lat. Obok ukochanych przez tak wiele kobiet pasteli - w propozycjach wiosennych widzimy porcelanę i ceramikę w kolorach kamienia, lnu, lub popielatym. Super! - musi być alternatywa w stosunku do słodkich kolorków:)  Osobiście lubię jeszcze do wiosennych aranżacji dodać lśniące srebro. I to niekoniecznie to prawdziwe. Błyszczące blaszane foremki od dawna służą nam za doniczki, a nawet za świeczniki. Chyba już 2 lata temu pokazywałam Wam aranżacje świąteczne wykonane właśnie w foremkach do babek. W tym roku - Leoś zasadził sobie do foremki szczypiorek. Ten sam rodzaj cebulek rośnie co prawda w naszym ogrodzie - no ale do lata jeszcze trochę:) A szczypiorek MUSI BYĆ - jak mawia najmłodszy. On zasadził cebulki - ja sukulenty i narcyzy:)
 
 
We wiosennym wydaniu GREEN CANOE STYLE oprócz pięknych domów zobaczycie kilka propozycji kolorystycznych świątecznych stołów. Szarości, granaty, pastele- tak naprawdę nieważne jakie kolory zastosujemy- ważne by niezależnie od mody - pasowały do klimatu naszych domów, czyż nie?
 
Już za chwilę moi mili, na blogu pojawią się 2 duże niespodzianki... za małą chwileczkę:)
 
A na koniec już  -  kto jeszcze nie ma w oknach firanek?:) Albo owszem ma - ale mebel wprost ze śmietnika:)? Albo taki swój "kafel" który kaflem wcale nie jest?
 
Uściski i do szybkiego usłyszenia.
Wasza Zielona.
 
 
Widoczne na zdjęciach:

Lampiony/świeczniki/donice *foremki blaszane do ciast podłużne i tradycyjne do babki - ALTOM
 
Porcelana/ceramika
 * deska do krojenia ozdobna, kubeczki i talerze w zygzaki, dzbanek w kwiaty
 
 
 

sobota, 14 lutego 2015

Dla Ciebie ?

Wg.ostatnich statystyk 10 mln dorosłych Polaków nie przeczytało w zeszłym roku ANI JEDNEJ książki. Co prawda czytelnictwo wzrosło o 3 % i to u młodych ludzi!:) - czytanie staje się najzwyczajniej w świecie modne. Jednak nadal czytamy zbyt mało. A posiadanie biblioteki w domu, wciąż kojarzone jest u większości narodu z pełnieniem funkcji wykładowcy (jakiegoś tam), albo byciem starą panną/kawalerem/emerytem -  którym się nudzi. Gdy rozmawiam z moimi przyjaciółmi architektami o ich nowych projektach i zdziwiona pytam czemu nie ma w tych przestrzeniach ani jednego kąta na bibliotekę czy relaks z książką, odpowiadają mi, że to właściciele wyraźnie nie chcą. Owszem, byłam na kilku sesjach w nowych pięknych domach, gdzie książki miały honorowe miejsce...ale mogłabym je policzyć na palcach jednej ręki.

Myślałam o tym dziś rano odkładając na stolik poranną lekturę. Takie dane ani nie zniechęcą mnie do czytania, ani do pracy. Zaczęłam bowiem W KOŃCU :) pracę nad swoją książką. A że rozmawiałam wczoraj z  wydawnictwem o objęciu patronatu nad innym tytułem, który też za jakiś czas ukaże się na rynku...uzmysłowiłam sobie w panice, że tak naprawdę JUŻ mam półtora miesiąca ...opóźnienia. 

Wbrew wszelkim czarnowidztwom - mnóstwo ludzi, nadal chętnie czyta. Wiem, że wielu moich czółnowych czytelników - również, prawda?
 
O wersję drukowaną magazynu prosicie właściwe od pierwszego numeru GCStyle....Jestem nieugięta:) Nadal istnieje jedynie w wersji internetowej. Ale książka? Czemu nie. Żeby wytłumaczyć - proszę bardzo: mój stolik nocny, skrzynka przy łóżku.....  fotel, parapet.  SĄ WSZĘDZIE:).
 
 
 
Zdjęcia GREEN CANOE studio  dla AGORA / "Cztery kąty" styczeń 2015
 NIE WYOBRAŻAM sobie życia bez czytania. W każdej wolnej chwili sięgam po książki. Mało tego - czytam po kilka naraz:) Znajdziecie je w moim aucie, torebce, w sypialni. W salonie stoi biblioteka na całej ścianie - pełna. Gdybym miała wannę - zapewne byłyby jeszcze w łazience:)

Te ulubione zostawiam, resztę puszczam dalej w świat - wędrują do pobliskiej biblioteki, do zaprzyjaźnionych pensjonatów, do przyjaciół. Nie mamy na wszystkie miejsca.  Dzisiejsze funkcjonowanie zwłaszcza zawodowe, rozwój osobisty -   niemożliwy jest bez internetu, prawda? Dzięki niemu mamy szeroko otwarte wrota do wiedzy i inspiracji. Chcesz się czegoś dowiedzieć: klikasz w wyszukiwarkę I JUŻ.  W związku z tym, domowe biblioteki stały się teoretycznie niepotrzebne. Na pewno? Powiem Wam szczerze, że gdy widzę GOŁY dom, zupełnie goły, bez żadnych książek... ale tak naprawdę żadnych...dziwnie mi.

 
  
Świat mediów, informacji - przenosi się w net. I to w tempie błyskawicznym. Kto z Was kupuje gazetę codzienną? Kto zrezygnował z kupowania tygodników, miesięczników?  Ale tak szczerze...Nadal kupujecie wszystkie tytuły, jak to bywało dawniej? Czy tak jak ja - zostaliście przy 3 ulubionych? Żaden ze mnie prorok...ale przez skórę czuję, że na rynku "papierowym" zostaną w niedalekiej przyszłości tytuły PREMIUM. Wysmakowane, wyszukane i skierowane do konkretnej grupy odbiorców lub te o najwyższych statystykach sprzedaży....reszta zamieszka w internecie. Informacji i inspiracji - szukam właśnie tam. Ale książki, ulubione magazyny, albumy -  LUBIĘ mieć jednak w dłoni:) No i marzy mi się kiedyś taki metraż salonu, by zmieściło się w nim...zobaczcie sami zresztą:

źródło

 
 Kilka tygodni temu rozmawiałam z jedną z mam, której synek chodzi do podstawówki. Bardzo narzekała na to, że nie chce w ogóle czytać, że na widok książki zaczyna jęczeć i wymyślać 100 powodów by jej nie otwierać.
 - Oj, to rzeczywiście mają Państwo kłopot - powiedziałam...Ale czy syn zawsze tak reagował, jak np. gdy mu Państwo czytaliście na glos gdy był mały?
 - Czytaliśmy? Proszę pani kto ma na to CZAS dzisiaj?!, człowiek taki zabiegany, nie ma czasu na pierdoły. Teraz jest w szkole, to niech czyta.

Nie jestem w stanie pojąć, jak można wymagać od własnych dzieci czegoś, czego sami nie jesteśmy w stanie robić? Jak można wymagać by czytały i to dużo - jeśli nigdy nie widziały rodziców z książką w ręku?
 
W zeszłym roku, nawał pracy w firmie przygniótł mnie tak silnie, że nie było szans nawet na wychylenie głowy. Ale w tym roku nie odpuszczę - napiszę swoją wymarzoną książkę. Dla wszystkich ludzi, którym celebracja codzienności nie wydaje się niczym dziwnym:):):)
 
Czy również dla Ciebie będę ją pisała? :)
 
Serdeczności weekendowe!
Asia.

czwartek, 12 lutego 2015

WIOSENNE królowe i kto przebiera nogami?

Nie wyobrażam sobie ogrodu, bez jednego choćby drzewka magnoliowego. Mają w sobie tyle czaru i są tak wdzięcznymi roślinami, że nie znam ogrodnika, który potrafiłby przejść obok nich obojętnie. Owszem - na początku Waszej przygody, trzeba będzie im poświęcić więcej czasu, zwłaszcza w przygotowaniu do zimy- są bowiem wrażliwe na mróz. Ale nasze 7letnie drzewka - radzą już sobie doskonale. Łącznie mamy w ogrodzie 9 magnoliowych okazów. I to nie koniec:) -  kwietniu, planujemy kolejne. Z ich sadzenia oczywiście zrobię dla Was blogowe szybkie "jak to zrobić krok po kroku". Sadziliśmy razem borówkowy lasek, róże i hortensje -  zasadzimy i magnolie:). Dzisiejszy post zaś, jest jedynie zaproszeniem do wiosennego artykułu, który przeczytacie w najbliższym wydaniu Green Canoe  STYLE, w ogrodowym dziale. Magnolie i różaneczniki będą w nim wiosennymi bohaterami. Na poniższe zdjęciach - rośliny z naszego ogrodu złapane w kadr zeszłorocznej wiosny. Decydując się na odpowiednie odmiany zarówno magnolii jak i różaneczników możemy sprawić, iż nasz ogród będzie nimi zachwycał od pocz. kwietnia nawet do czerwca. A jeśli obok...znajdą się jeszcze jakieś wczesno kwitnące powojniki.....nie pozostaje nam nic innego niż kwietniowo majowe wzdychanie z zachwytu:) Ależ to ciężka robota jest...tak chodzić i wzdychać:)
 
 




 
 

 
 

Lilu,  kotkę/babcię wygrzewającą się w słoneczku  - dodałam w gratisie:) Nic z magnoliami wspólnego nie ma co prawda, ale nasze koty, wszystkie -  a mamy ich trójkę, wraz z pierwszymi wiosennymi promykami słońca okupują tarasy, ławeczki, schody - każde miejsce gdzie można wygrzać kości w marcowym słońcu jest na wagę złota.
Moje wypatrywanie wiosny zaczyna się DUŻO wcześniej. Kto przebiera nogami już w lutym? Ogrodziarze oczywiście:) Napaleńcy ogrodowi, pozytywni roślinkowi wariaci, BADYLKI - jak to czule mówię o wszystkich kochających swoje ogródeczki, ogrody, tarasy i balkony. We wszelakich koszach i pudełkach czekają już dziesiątki torebek z nasionami. W każdym kącie domu - magazyny i albumy z architekturą ogrodową, pozaznaczane wszelakie "do zrobienia", wypisane inspiracje. Areatory, grabie i nożyce czekają prawie że przy drzwiach -  Znacie to? :)

Czy są wśród moich czytelników BADYLKI?:) Jakie macie plany ogrodowo balkonowe na ten rok?

Za chwilę "święto mniłości":). Nie obchodzę co prawda, bo mniłość mamy tu na co dzień - ale wszystkim Wam, dla których ten dzień jest ważny - cudnej soboty:)

super weekendu, pełnego słońca i odpoczynku!
Czółnowa. 

wtorek, 10 lutego 2015

UDAŁO SIĘ ! :)

Moi kochani Czółnowcy - UDAŁO SIĘ! Jesteśmy w 10tce blogów, które zostały przekazane Jurorowi. A to wszystko - DZIĘKI WAM. TYLKO DZIĘKI WAM!!! :) Z całego serca dziękuję  za każdy wysłany sms. W imieniu całej redakcji naszego magazynu, swoim, mojej rodziny:) Po prostu DZIĘKUJEMY Wam najpiękniej jak tylko potrafimy!!!
 
Stawanie do konkursów tego typu naprawdę obnaża RELACJE blogera z czytelnikami. Na strony blogujących ludzi - czyli m.inn na naszą,  wchodzi dzień w dzień tysiące czytelników. W różnym celu. Po inspiracje, z ciekawości, z sympatii lub antypatii :), po wiedzę, po poprawę nastroju, po gotowe rozwiązanie - co człowiek, to inny powód.  Niektórzy z czytelników zostają na długo. Rozgaszczają się. Wirtualnie siadają w naszych ulubionych fotelach, piją z nami poranną kawę:), leżą na trawie w słoneczny dzień, dyskutują...zaglądają do czytanej książki, słuchają  ulubionej muzyki.....słowem - stają się częścią naszego blogowego bytu. I chwila, gdy PROSISZ swoich czytelników o okazanie wsparcia, gdy tego potrzebujesz np. przy takim  konkursie - jest właśnie  momentem weryfikującym owe relacje. NIE ZAWIEDLIŚCIE MNIE! :) Jestem tak dumna, że mogłam na Was liczyć i tak wzruszona, ... nie znajduję żadnych słów, które mogłyby to wyrazić.
 
Ja nie wiem moi mili, czy GREEN CANOE zostanie dalej nominowane do nagród głównych. Nie mam ani żadnych przeczuć, ani proroczych snów :). Możemy już tylko trzymać dalej kciuki :):) Ale wiem jedno - że już teraz, przechodząc do kolejnego etapu, mam nadzieję, iż puszczamy w świat taką oto wiadomość:
 
W  wygranej 10tce  z kategorii Specjalistyczne i FIRMOWE - można znaleźć się, nie będąc wcale DUŻĄ FIRMĄ -  z dziesiątkami pracowników, dużym zapleczem finansowym i innymi tego typu "insygniami". Lub inaczej - PRZEDSIĘBIORCA, wcale nie musi oznaczać bytu w garniturze, w biurze. Przedsiębiorcą może być KAŻDY z nas - nawet taka mała blondynka:) jak ja,  mająca na półce zarówno eleganckie czarne szpilki jak i odjechane kalosze w kropki. Że w dobie internetu swoją firmę możesz prowadzić z lasu:) - jak ja, z werandy, z malutkiego miasteczka lub mieszkając w dużej aglomeracji. Że PASJA i miłość do tego co się robi, jest najsilniejszym motorem motywacyjnym. Ja nie znam silniejszego. W końcu - że działalność gospodarcza oparta na tym, co nas najzwyczajniej w świecie interesuje i stanowi część naszego życia - jest łatwiejsza do "ogarnięcia":) i przynosi mnóstwo radości. 
 
Być może za rok, ktoś z malutką firmą przeczyta mój wpis - i zgłosi dzięki niemu swój udział. Być może właśnie TERAZ po przeczytaniu tych słów...Ty zrobisz swój pierwszy krok. By zrealizować swoje marzenie o własnej firmie i zawodowym potraktowaniu tego, co kochasz robić. 
 
I jeszcze jedno, tak na koniec już. W trakcie trwania konkursu, w najtrudniejszym jego momencie dla nas, dostałam mailową propozycję kupna głosów. TAK, naprawdę. Reakcja była natychmiastowa - zgłoszenie sprawy do redakcji bloga roku. I wiem, że nie tylko ja jedna taką propozycję dostałam. Tak, tak - oczywiście, na świecie jest mnóstwo oszustów, krętactwa i cwaniaków nie uznających żadnych wartości. ALE - moi drodzy to, że tego typu ludzie istnieją, nie oznacza, iż nie istnieją również Ci prawi, którzy chcą grać po rycersku, z otwartą przyłbicą:) Jestem pewna, że nie tylko ja zgłosiłam ów mail do redakcji konkursowej, na pewno takich właśnie reakcji jak moja, było bardzo dużo. POKONALIŚMY TEN ETAP UCZCIWIE - to Wam chciałam na zakończenie już powiedzieć:).
 
Poniższe truskawkowe serce - z dedykacją dla wszystkich , którzy na nas zagłosowali - DZIĘKUJĘ WAM! Dziś wspólnie świętujemy! :) Dziękuję, że cały czas byliście z nami.
 
 
 
p.s.   AAAAAAAAAAAA!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!:):):):):):)
 - to mój okrzyk radości, żeby nie było, że tak mało emocjonalnie do tego wszystkiego podeszłam:)

O Jurorze w naszej kategorii, Michale Szafrańskim oraz o tym co dalej, przeczytacie TUTAJ i TUTAJ. Wszystkim blogerom zaś, którzy tak, jak my,  znaleźli się w drugim etapie - GRATULUJĘ serdecznie:)
 

poniedziałek, 9 lutego 2015

Porannie...

O tak, miał być dziś planowo post. Ale zdecydowanie  tematyczny. O logicznej segregacji, o rzeczach,  które mamy wszyscy i o tym, jak je twórczo chować. O trudnych miejscach - typu skosy. Materiał przygotowany, nic tylko ładnie go zredagować i wrzucić na blog. Przybyłam do swojego leśnego biura, zaopatrzona w notatki, w kompa.... Pełna motywacji do pracy...I słowo daję, że nie wiem jak to się stało.... 
 
 
 
 
Najpierw przyszedł Paweł - świeżo po bieganiu, pełen energii oraz "no to co robimy?". Zaraz za nim Leoś - z grami za pazuchą. No i oczywiście Hrabia. Wsadził łeb w drzwi ze wzrokiem: Że co? ...taka imprezka beze mnie? ŻART. No i jakoś tak, nie wiedzieć kiedy nawet, spędziliśmy cały dzień w leśnej białej chatce...
 
Cały, cudowny dzień:) Wybaczcie mi, że treści o utrzymaniu wizualnego porządku w naszych przestrzeniach...zdecydowały się mieć opóźnienie:) Czasami...trzeba po prostu wylogować się z pracy. I  ową PRZESTRZEŃ poczuć, pobyć w niej, nacieszyć z rodziną... W końcu czym byłyby te nasze wszystkie piękne kąty - bez najbliższych?  


 
 
 

Wokół konkursu na blog roku zaczyna być już bardzo gorąco. Oczywiście, że przeżywam:),
i trzymam za Czółno mocno kciuki.

Dzięki Waszym głosom ( DZIĘKUJĘ!! dziękuję bardzo!:):):) jesteśmy w tej chwili na 9 miejscu (z 390 startujących blogów w naszej kategorii ) To już ogromny sukces. Jednak do następnego etapu przechodzi tylko 10 blogów. Moi mili  - to są ostatnie godziny głosowania. Wiele może się właśnie dziś i jutro zdarzyć. We wtorek o 12.00 linie zostaną zamknięte.

Wszystko jest teraz dosłownie w WASZYCH rękach. Ostatni już raz prosimy Was o zagłosowanie -
i niech się dzieje, co ma się dziać. Jeśli macie ochotę oddać na nas DRUGI sms - to musi być on wysłany z innego numeru telefonu.

Na nr 7122 wyślijcie proszę sms o treści K11631  DZIĘKUJĘ:) I trzymajcie mocno kciuki!:)
 


 A na pożegnanie już: DEKORIA zaczyna internetową serię wywiadów z blogerami wnętrzarskimi. Jako ambasador tej marki, miałam przyjemność porozmawiać pierwsza:)
 TUTAJ  znajdziecie całą nasza rozmowę. I spójrzcie dziś w Wasze skrzynki mailowe- być może to właśnie TY będziesz nastepna/y:)

Do zobaczenia już niebawem! :)
 

piątek, 6 lutego 2015

TAJNE PRZEZ POUFNE:) czyli design mknie po ulicy.

Zanim przejdziemy do postu:) Napłynęło tyle pytań,  "po co nam w ogóle udział" w konkursie na Blog roku ?, że odpowiem może wszystkim tutaj: Zależy nam na dotarciu do szerokiej grupy ludzi, a udział w tym konkursie - to właśnie umożliwia. Zależy nam, by pokazać innym, że marzenie łączenia pracy z pasją - jest jak najbardziej realne do zrealizowania:)! Jesteście już nami 6 lat. Czółno zaczynało od  100 czytelników dziennie...teraz są Was tysiące:) Wspólnie wypłynęliśmy w wiele magazynowych rejsów, wspieraliście nas na każdym kroku, dodawaliście skrzydeł. Zależy mi,  by magazyn, który od początku skłania do życia z pozytywnym nastawieniem, stał się inspiracją również dla tych ludzi, którzy jeszcze go nie znają. By go rozwijać, wydawać być może częściej:) i tym samym częściej gościć w Waszych domach.  Żeby to wszystko osiągnąć jesteście NAM teraz POTRZEBNI:):) Nawet bardzo:). Konkurencja jest bardzo silna. Nie mam żadnego problemu z proszeniem o pomoc moich Czytelników - bo po1. to jesteście WY :),  a po2. jestem wewnętrznie przekonana, że robimy dobrą robotę. I jeśli też tak uważacie - to pomóżcie nam. Gdyby nie zależało mi na tej pomocy, nie poprosiłabym o nią. Koszt smsa to 1,22 zł. Cel z dochodu szczytny, bo przekazany Fundacji Dzieci Niczyje.  Radość czółnowa z Waszego zaangażowania - BEZCENNA! :)  Na tym etapie naprawdę KAŻDY Wasz głos się liczy.  Na nr 7122 trzeba wysłać sms o treści K11631 
DZIĘKUJĘ:)

 

A teraz do rzeczy:)
Wiem, że w codziennej pogoni trudno czasami zwrócić uwagę na to, co akurat mijamy. Sporo z nas chodzi ze wzrokiem wbitym albo w chodnik, albo owszem patrzy gdzieś tam w dal - jednak nieprzytomność spojrzenia mówi samo za siebie. Zdarza Wam się rozważnie rozglądać wokół siebie? Tak na co dzień? Zrobiłam w myślach szybki bilans - najczęściej poruszam się autem. I o ile w trakcie pokonywania setek kilometrów skupiam się raczej na samej trasie, o tyle docierając już do konkretnego miejsca, bardzo staram się POCHODZIĆ. Jeśli mamy akurat sesję - najpierw praca, ale potem lubię się "ponatychać" klimatem tego miejsca. W każdym mieście, miasteczku, mieścinie, w której byłam - wynajduję wspaniałe "kadry" wyjęte z kontekstu, nie zawsze architektonicznego.

 
W którymś z konkursów na czółnowym blogu,  jedna z czytelniczek o tajemniczym nicku purrpurr :) świetnie zdefiniowała DESIGN. "Bo czym tak naprawdę jest design? To nic innego jak kreatywność, umiejętność abstrakcyjnego myślenia i przenoszenia tego na rzeczywistość. Design jest wszędzie dookoła nas." Trudno się z tym nie zgodzić, prawda? W każdym bądź razie - ja go widzę bardzo często. Ale cały czas - czuję niedosyt. Jestem np. przekonana, że gdyby osoby odpowiedzialne w niektórych urzędach za wygląd naszych ulic, chodników, deptaków, parków, ogólnie - przestrzeni publicznej, chociaż TROCHĘ interesowały się designem, kwestią wnętrz lub w ogóle projektowania...żylibyśmy dziś w trochę innym otoczeniu. A tak, nie raz nie dwa fikuśne lampy romantiko rokoko stoją przy niewygodnych techno kwasówkowych ławeczkach, a owe ławeczki znów rozrzucone niedbale bez składu i ładu, okupują wybetonowany do granic możliwości placyk. O braku zieleni w miastach lub jej cyklicznym wycinaniu nawet nie chcę już pisać. O braku SZTUKI w przestrzeni publicznej również. Chyba najbardziej boli mnie jednak, że przy niektórych pseudo rewitalizacjach, remontach itd. nie NAWIĄZUJE się do tego, co zastane ( np. budynków z wyraźnym historycznym rysem), tylko na siłę twórca pragnie przeforsować swoją wizję. BARDZO cenię ludzi, którzy potrafią z szacunkiem odnieść się do historii spojonej z daną rzeczą, budynkiem, miejscem. Dla których owa historia to punkt wyjścia do dalszej pracy, a nie kartka którą trzeba zamazać, by potem "wymalować" coś swojego.

 
 
 
A jeszcze gdy do tego taki TWÓRCA jest niesamowitym człowiekiem:) - uśmiechniętym,  z niespożytą energią, przyjaznym i z PASJĄ w sercu - to topnieję niczym wosk:):):) Mam to szczęście w życiu i zawodowym i prywatnym, że poznałam i nadal poznaję właśnie takich ludzi.  Już nie raz nie dwa przedstawiałam Wam ich tutaj, lub w magazynie. Powyższy opis zaś, w 100% odnosi się Sebastiana. To właśnie o nim i o tym co robi przeczytacie w najbliższym wydaniu działu "LUDZIE".  A dokładnie o cudach, które tak restauruje, że czapki spadają z głów, a kapcie z nóg:).  Właśnie je oglądacie. To jest dopiero design na ulicy! Autentyczny, z poszanowaniem lat. Zaś  "tajne przez poufne"  tyczy się mojego sekretu:) - czyli cichej MNIŁOSCI do skuterków wszelakich...nigdy nie zrealizowanej zresztą. Jestem utajnioną:) fanką vespy, piaggo i naszej polskiej OSY. Te, które wychodzą spod rąk Sebastiana, to po prostu dzieła sztuki. Często są to okazy z  60 lat, oryginalne, wyremontowane, WYNIUNIANE do granic możliwości. W kolorach, które u wielu kobiet wywołują szeroki uśmiech - słowem  - cacka dla koneserów:) A gdy jeszcze zobaczyłam wersję dziecięcą, z pedałami! - zaniemówiłam:)

 
 
 
 

I żeby nie było - nie tylko ja kocham te PIĘKNE maszyny. Gdy w zeszłym roku przybyłam na sesję zdjęciową do przemiłej Lucy, zastałam aż 2 takie cuda! Zdjęcia z tej sesji mogliście oglądać zeszłorocznej jesieni w "Moim mieszkaniu", a sama Lu zapozowała mi na fioletowej perełce - ot myknąć do targu po świeże warzywa i wrócić:) Między kolejnymi ujęciami...sprawdzałam, jak by to mogło być ?:)

 
 
 Mam nadzieje, że dzisiejsze obrazy wywołały na Waszych twarzach uśmiech:), Że już planujecie wiosenne i letnie wycieczki...a może zamarzyliście o sprawieniu sobie bajecznego skutera? :) O tym jak z PASJI uczynić swój sposób na życie przeczytacie w najbliższym magazynie - a opowie nam o tym, nie tylko Sebastian.
 
 
A na koniec dziś pytanie dla Was, moi drodzy.
Zaplanowaliśmy na najbliższe tygodnie kolejny KONKURS dla Was, w którym nagrodami będzie pełen anturaż wiosennego stołu. Ale zanim zaczęłam ustalać nagrody z naszymi fundatorami...pomyślałam sobie, że spytam Was - co chcielibyście móc na owym stole zobaczyć?. Obrusy, siedziska - to wiadomo. Ale może do tego jakąś naprawdę elegancką porcelanową zastawę? Szkło? piękne kieliszki? Sztućce? Zastanówcie się proszę, napiszcie - co się Wam wiosennie marzy.
 
No...to ja sobie jeszcze popatrzę na powyższe cuda...................powzdycham:)
i dopiero się z Wami pożegnam:)
Do usłyszenia!
 
 p.s dzisiejsze zdjęcia, wyjątkowo, pochodzą z HERMAN FOTO. Dzięki!

Do usłyszenia niebawem:),
Czółnowa Zielona.