wtorek, 21 kwietnia 2015

MÓJ NIEZBĘDNIK przydomowy i DZIEJE SIĘ:)

Oj moi mili, jak bardzo widać, że wiosna Was przebudziła na dobre:):):) Tyle maili i pytań odnośnie ogrodu i samego domu już dawno nie dostałam:) Bardzo dziękuje za zaufanie, którym mnie darzycie. Co prawda, zdecydowanie nie czuję się specjalistą od technicznych zagadnień dotyczących budowy itd. ale już o ogrodowych aspektach czy samego domu - chętnie pomogę.
Wybaczcie, że znów mnie mniej na blogu - w dalszej części postu opowiem wszystko, jak na spowiedzi.


Żeby jakoś pogrupować Wasze pytania i w ogóle zagadnienia ogrodowo - przydomowe zamknęłam je w jednym temacie, a mianowicie mojego prywatnego MUST HAVE przydomowego. Ciągle mnie pytacie o to, co warto mieszkając w domu mieć, w co zainwestować, a co jest niepotrzebne. Moli mili - tak naprawdę nie da się tego jednoznacznie określić. Każdy dom generuje inne potrzeby. Dom w mieście na średniej wielkości lub wręcz małej działce, z niezbyt dużym ogrodem - to inne potrzeby niż nasz, czyli dom położony przy lesie, z dużym ogrodem, warzywnikiem i ze zwariowanymi zwierzętami jako lokatorami:)  Moja lista potrzebnych sprzętów i tzw. "przydasi" przy naszym 8 letnim doświadczeniu mieszkania na wsi - sama się właściwie "napisała" - przez doświadczenie. Ale zaznaczam - to jest nasza lista i nasze potrzeby:). Dzielę się nią z Wami nie jako ekspert - lecz gospodyni domowa, a moje doświadczenia korzystania ze sprzętów, o których za chwilę napiszę są bardzo subiektywne i oparte na doświadczeniu moim i Pawła - w przeciągu tych kilku lat.  Listę omówię w kolejnych postach, by nie było za dużo tematów na raz - i mam nadzieję, że pomogę tym wszystkim, którzy właśnie stali się dumnymi posiadaczami własnego dachu nad głową z kawałkiem ogródka:) Zaczynamy od zewnętrznego aspektu domu - czyli ogrodu właśnie i pierwszych 3 pozycji.
 
1. KOSIARKA i WERTKULATOR.
Nie wyobrażam sobie prowadzenia ogrodu bez tych 2 sprzętów. Kwestia samej kosiarki jest chyba dla wszystkich jasna - dobieramy ją mocą i solidnością do powierzchni, na której ma pracować. I myślę, że warto tu zainwestować w miarę dobry sprzęt, bo będziemy ją jednak wykorzystywali - raz na tydzień lub 2 tygodnie. Pamiętać trzeba jednak, że przy tej "najwyższej półce" sprzętowej w przypadku, gdy zepsują nam się poszczególne części (a wbrew pozorom jednak się psuja, czego sami doświadczyliśmy), np. śmigło/ostrze -  zazwyczaj nie opłaca się ich wymiana. Kosztują często tak dużo, że lepiej jest już dołożyć i kupić po prostu nowy sprzęt. Po doświadczeniu z topową dość drogą kosiarką, której właśnie wysiadło ostrze,  zainwestowaliśmy w owszem dobry sprzęt ale marki, która nie jest  postrzegana jako premium/topowa - uważana jest jednak przez innych użytkowników za bardzo solidną. Jak na razie działa bez zarzutu :) I warto chyba przy okazji kupowania sprzętu - popytać właśnie  innych ludzi, znajomych -  jakie mają doświadczenia, co przeżyli, co polecają? Ich doświadczenia mogą nam bardzo pomóc przy podjęciu decyzji. Naszą kosiarkę jak i wertykulator kupiliśmy TUTAJ. Starzy czytelnicy już wiedza, a nowym wyjaśniam - właściwie wszystko kupuję przez internet:) Meble, dywany, kosmetyki, ubrania, czy właśnie ogrodowy sprzęt:):) Szkoda mi czasu na chodzenie po sklepach.

 
O ile przy kosiarce zawsze patrzyliśmy głównie na jakość - o tyle wertykulator kupujemy ze średniej/ niższej półki cenowej:)  Dlaczego? Ano dlatego, że nasza ziemia jest tragiczna - pełno w niej żwiru i kamieni. Nie ważny jaki sprzęt byśmy kupili - i tak każdy po 2 góra 3 sezonach składa wypowiedzenie:) Przy dość intensywnym użytkowaniu na bardzo słabej ziemi np. z kamieniami - wertykulator wytrzymuje podobno góra do 4 lat. Inna sprawa - jeśli mamy niewielką działkę, ze ślicznym trawnikiem i na dobrej glebie - wtedy możemy myśleć o dobrym sprzęcie, bo posłuży nam na pewno dużo dłużej. Fajnym pomysłem jest kupienie sprzętu na "spółkę". Moi przyjaciele wraz z 3 innymi sąsiadami złożyli się na dobry wertykulator - i korzystają z niego na przemian. Wszyscy mają działki w okolicach 300 metrów do koszenia czy wertykulowania.
Naszego wertykulatora używamy 2 razy w roku:  na wiosnę i późnym latem/wczesną jesienią - kiedy to przygotowujemy trawnik do zimy. Ten, który mamy obecnie jest tej samej marki co kosiarka - czyli HECHT i sprawdza się bardzo dobrze.


2. MYJKA CIŚNIENIOWA - ratuje nas każdego sezonu:) Tak się bowiem składa, że uroczy las, który mamy rozpostarty z tyłu domu, oprócz śpiewu ptaków, jagód na wyciagnięcie ręki i zapierającego dech w piersiach widoku z okien niesie również ze sobą wątpliwą przyjemność w postaci zielonego obleśnego nalotu...osadzającego się dosłownie wszędzie - najczęściej w zaciemnionych miejscach. Praktycznie co roku, czyścimy z niego wszystkie elementy drewniane tarasowe, chodniki, część elewacji domu.


I teraz kwestie praktyczne - jeśli myjki ciśnieniowej używać będziecie bardzo sporadycznie od tzw. "wielkiego dzwonu", można kupić najtańszą wersję w okolicach 280 - 300 zł. Te myjki najczęściej mają plastikową pompę, która przy częstym używaniu po prostu się psuje - pęka itd. Jeżeli więc, tak jak my, używać będziecie myjki dość często i intensywnie - lepiej dołożyć 200 zł i kupić myjkę z aluminiową pompą, która to wytrzyma o wiele więcej godzin pracy. Kwestia samego ciśnienia - zależna jest już od tego co chcecie czyścić. Przy pracach około domowych wystarczy myjka od 1300 do 2000 bar. Pamiętać trzeba, że silne ciśnienie potrafi wręcz zedrzeć warstwę np. farby czy drewna, dlatego raczej używa się go przy czyszczeniu chodników, kamieni, słowem - bardzo twardych nawierzchni.
W ostatnich dniach mieliśmy właśnie poważną "kąpiel" :) wszystkich elementów drewnianych. Nie używam żadnej chemii przy czyszczeniu - tylko sama woda. Wyczyściłam m. inn. wszystkie białe elementy architektury ogrodowej, pergole, ławeczki, deski z tarasu kuchennego no i moje leśne białe biuro - z owego zielonego nalotu. A by pokazać Wam jak duża potrafi być różnica pomiędzy czyszczonymi elementami - zrobiłam zdjęcia czyszczonych w piątek kuchennych dech tarasowych. To coś ciemniejsze co widzicie  - to właśnie ów nalot z lasu. Tak oczyszczone deski przygotowane są już do olejowania - o sposobach zabezpieczania drewna, jak i o kolejnych niezbędnych mi narzędziach porozmawiamy już niedługo, w następnych postach.




 
 
 3. SIEWNIK
Zapewne zdziwicie się, że wymieniłam go już na 3 miejscu - ale tak bardzo ułatwił mi ogrodowe życie, że nie wyobrażam już sobie ogrodowych prac, a przede wszystkim nawożenia, bez siewnika właśnie. Raz - że wysiewamy z jego pomocą równomiernie trawę przy zakładaniu trawników, a dwa - rewelacyjnie i bardzo SZYBKO możemy za jego pomocą nawozić istniejące już trawniki. Na samym początku robiłam to ręcznie - efekty były bardzo różne. Czasami śmieszne - bo np. takie nierównomierne ręczne rozrzucenie nawozu powodowało potem dziwne wzory i esyfloresy na trawie. Bywało jednak mniej śmiesznie - bo np. zbyt wiele nawozu mi się rzuciło - i później trawa w tym miejscu była zniszczona/wypalona. Odkąd mam siewnik - idę z nim po prostu szybszym krokiem po trawniku i dosłownie w kilka minut mam nawiezioną prawie 1,5  tys. powierzchnię. Jak pisałam wcześniej - nasza gleba jest bardzo, ale to bardzo słaba. Czasami mam ochotę mówić o niej PIACH a nie gleba. Gdyby nie to, że co roku nawozimy nasze trawniki ( 3 razy w sezonie), to po prostu byśmy ich nie mieli....
Od początku założenia ogrodu używałam produktów SUBSTRAL - a od kilku lat,  już jako oficjalny Ambasador tej marki - tym bardziej je polecam. Z tego głównie powodu, że nigdy, ale to nigdy się na nich nie zawiodłam. Są świetnie wyważone, o dobrze zbilansowanych składzie. Właśnie tydzień temu "rozsiewnikowałam" je na naszej murawie. Używamy  nawozu na 300 dni, lub osmocote, który powolutku przez cały sezon uwalnia związki odżywcze. Wszystkie sprawdziłam osobiście i z czystym sumieniem zielono czółnowym czytelnikom polecam:)


W tzw. międzyczasie używamy jeszcze nawozu naturalnego w postaci suszonego nawozu kurzego, który także rozrzucam równomiernie za pomocą siewnika. Jeśli macie duże przestrzenie do pracy, naprawdę polecam używanie siewnika - dzięki niemu zaoszczędzicie sporo czasu, i co najważniejsze - równomiernie wysiejecie trawę, bądź naniesiecie nawóz na trawę.  
 
BARDZO roboczo weszliśmy w tegoroczną wiosnę. I to dlatego właśnie nie było mnie blogowo dość długo. Zaraz po świętach założyłam 3 rabaty ze 100 lawend i 2 rabaty z 80 wrzosów, które kupiłam jeszcze zimą. Wymarzyły mi się łany lawendy przy wejściu na taras i cała rabata wrzosowa przy wejściu do domu. Zaraz obok rosną gigantyczne hortensje Anabell, o których pisałam TUTAJ. Wkleiłam zdjęcia z lata:)  Jestem przekonana, że jesienią właśnie kolorowe wrzosy będą pięknie się z nią komponowały.  Na razie na rabacie zamieszkały "dzidziusie" wrzosowe jak to mawiam o malutkich roślinkach:) Ale ja jestem cierpliwa:) Za dwa lata pokażę Wam jak urosły. Lawendę wysadziłam dookoła rabaty podniesionej kamiennej - w środku na górze są róże, lawenda i naparstnica, na dole zaś sama lawenda...już się nie mogę doczekać kiedy wszystkie krzaczki zakwitną:) Powoli ogród zaczyna budzić się do życia...Nawet wysadzone wszędzie tydzień temu niebieskie bratki dumnie prężą płatki:) Bardzo je lubię.  A to, co widzicie w tle za rabatą lawendową...to nowe dechy tarasowe, gdyż...

 
 
 
 





 
 ...w tym samym czasie, gdy ja szalałam z myjką ciśnieniową i sadziłam owe setki roślin, stare DESKI tarasowe przeżywały swoją ostatnią podróż -  zrywane z tarasu przez Pawła. Zeszłoroczny sezon postawił kropkę nad "i", trzeba je było zdecydowanie wymienić. Wzięliśmy więc byka za rogi i zdecydowaliśmy się na generalny remont i metamorfozę głównego wejścia do domu, ale że to już naprawdę duży projekt - pozwólcie, że poświęcę mu oddzielne posty. A tak oto dziś wygląda nasz BYŁY już taras:....no nie ma po czym chodzić:)

 

To jeszcze nie koniec:):):):) Również w kwietniu ruszył z kopyta projekt WARZYWNIK......i nie mam tu na myśli kilku skrzyneczek:):):):) Generalnie ziemię i obornik zwoziły traktory z przyczepami, a później musieliśmy wspomagać się pracą sprzętu trochę bardziej większego niż łopata i taczka:):):) O tych pracach także za jakiś czas Wam opowiem:) Ale zanim to nastąpi, postanowiłam pokazać Wam tzw. PRZED. Oglądacie zazwyczaj na czółnie ładne zdjęcia, czy to aranżacyjne wnętrzarskie czy  kwitnący ogród - zadbany, ukwiecony, jak z bajki. Ale za takimi ładnymi obrazkami kryje się mnóstwo pracy i właśnie owo PRZED. Bo zanim jest ładnie moi mili - musi być najpierw np. tak:.......czy czujecie ten klimat ???:):):):)

 
 




 

Gdy za kilka miesięcy będę pokazywała Wam to samo miejsce - będzie wyglądało już zdecydowanie... inaczej:) Ale z premedytacją umieściłam dziś takie brudno robocze zdjęcia - chciałam wyraźnie zaznaczyć, że efekt końcowy każdego pięknego ogrodu, zapierającej dech w  piersiach ukwieconej rabaty itd... jest zawsze poprzedzony tygodniami przygotowań i ciężkiej fizycznej pracy, no i  mało ładnego widoku w pierwszej fazie prac:)

UFFFFF....koniec na dziś tej roboczej treści...Mam nadzieję, że moja nieobecność została usprawiedliwiona - jeśli komuś zaś z moich czytelników się np. nudzi, lub brakuje mu ruchu  to zapraszam do czółna - do naszych prac ogrodowo polowych:)

W następnych postach odpowiem oczywiście na resztę pytań,  oraz zdradzę kolejne pozycje MUST HAVE z  ogrodowo domowej listy...ale dziś zmykam już na odpoczynek - naprawdę mi się należy:)
Uściski ciepłe i wiosenne SERDECZNOŚCI Wam wysyłam:) Czy Wy także tak zapracowani? Czy raczej korzystacie z wiosennych dni i się relaksujecie?
 
 

poniedziałek, 13 kwietnia 2015

Przebudzenie i zakwasy:) TRAWNIK z rolki czy siany?

To, co zadziało się na naszym "osiedlu" w miniony słoneczny weekend nazwać chyba można pospolitym ruszeniem. Wszyscy, jak jeden mąż stanęli przy wertykulatorach, areatorach, grabiach, kosiarkach, nożycach do żywopłotów, piłach i innych insygniach ogrodniczej władzy:) Moi sąsiedzi, tak samo zresztą jak my - spragnieni obcowania z naturą rzucili się na pracę jak "szczerbaty na suchary"...jaki był efekt - łatwo się domyśleć. Już wieczorem wszyscyśmy jęczeli z bólu pleców, a niedzielny ranek....no cóż.:) Siłą woli zmusiłam się, by pojechać z rodzinką na rolki. O tak - mamy nowy rodzinny sposób na spędzanie wspólnie czasu: rolkujemy:)
 
 
I jak co roku - przez płoty sąsiedzkie rozmowy: a co planujecie na ten rok ogrodowo?, a  piła się zepsuła i trzeba kupić nową, wertykulator coś się zacina i chyba też na wykończeniu, super drabina taka łamana, a ten wąż ogrodowy to nie wart swojej ceny, ale za to wreszcie myjka ciśnieniowa się sprawdza -  już trzeci sezon działa bez zarzutu. Mniej więcej w kwietniu właśnie, mamy tu sąsiedzką "giełdę informacyjną", wymieniamy się swoimi spostrzeżeniami na tematy sprzętów ogrodniczych, różnych "patentów" na problemy, polecamy sobie rośliny, odżywki. Chodzimy nawzajem po swoich ogrodach, podziwiamy rabatki, gadamy, gadamy, gadamy:):)... Bardzo lubię ten czas i sąsiedzkie rytuały. Wiosenne przebudzenie widać nie tylko w świecie roślin.
 
Nasz ogród z dnia na dzień budzi się do życia, czekam tylko kiedy pękną magnoliowe i rododendronowe pączki....Wypatruję tulipanów, podziwiam ciemierniki, wrzoście, bratki...Oglądałam niedawno zdjęcia sprzed 8 lat.....i sama nie mogę uwierzyć, jak bardzo to miejsce się zmieniło. Zastaliśmy to 2,5 tys. metrów chaszczy i zeschniętych samosiejek....a dzięki ciężkiej pracy i miłości do roślin udało nam się stworzyć bajkowy ogród. Zdjęcia z poprzednich lat...ale już za chwilkę będzie znów tak pięknie:)
 





 



 
 
Z nadejściem wiosny zasypaliście mnie mnóstwem pytań ogrodniczych właśnie. Posegregowałam je w tematyczne grupy i postaram się cyklicznie na nie odpowiadać. Na pierwszy plan pójdzie trawnik - bo to o niego właśnie pytaliście najczęściej. Czy warto zakładać trawnik z rolki? Czy lepiej siać? Jak dbać o trawnik po zimie właśnie, czy da się go uratować nawet gdy wygląda tragicznie....słowem - ZACZYNAMY! :) Dziś o zakładaniu trawników.
 
 
Rolka czy sianie? To zależy. Jeśli macie małą przestrzeń do zagospodarowania i chcecie szybkiego efektu - trawa z rolki sprawdzi się jak najbardziej. Niektórzy z moich znajomych mają małe ogrody ( do 500 m) i właśnie taką formę trawy wybrali. Są zadowoleni - ale zaznaczyć trzeba, że bardzo dbają o te trawniki. Pilnują nawożenia, podlewania, wertykulacji. Trawniki z rolki zwłaszcza w pierwszym roku używania wymagają dużej troski.
W naszym ogrodzie jest trawa wysiewana. Po pierwsze dlatego, że mamy dość  duże obszary -  wykładanie trawą rolkowaną generowałoby bardzo duże koszty. Po drugie, mamy na jednym terenie wiele różnych zakątków tzn: np. miejsca bardzo nasłonecznione i suche, miejsca bardzo zacienione, miejsca bardzo często używane - gdzie Leo gra w piłkę i wariuje. Przy wysiewie na konkretne tereny zastosowałam różne mieszanki traw, które sobie doskonale tam radzą. Trawa z rolki jest raczej monokulturą, najczęściej to gatunki szybko rosnące ( ma być szybki efekt) jak choćby życica trwała. Gdybyśmy ją tu zastosowali, w dużej części ogrodu by po prostu uschła lub zamarła. A tak -  mam różne mieszanki traw dobrane do konkretnych warunków. 
 
 

 
Trawę z rolki kładziemy po prostu na wyrównaną i oczyszczoną z chwastów glebę. Po położeniu pamiętamy, zwłaszcza na początku, o systematycznym nawadnianiu. Jeśli chcemy trawę wysiewać to najpierw musimy spulchnić powierzchnię oczyszczonej z chwastów i kamieni gleby oraz wyrównać ją - np. grabiami. Wysiewamy nasiona siewnikiem do nawozów ( o którym jeszcze napiszę), albo ręcznie. Na tzw. krzyż - czyli połowę nasion siejemy idąc wzdłuż trawnika, a drugą połowę idąc w poprzek. Po wysianiu, nasionka przysypujemy mieszanką ziemi kompostowej wymieszanej z piaskiem - na około 1 cm. Możemy je docisnąć jeszcze do podłoża specjalnym ciężkim wałkiem. Oczywiście podlewamy po posianiu - ale bardzo delikatnym strumieniem "deszczykiem", tak by nie wypłukać nasion. Pierwszy raz kosimy nasz wysiany trawnik, gdy osiągnie około 8 cm - kosimy nie za krótko, do około 4,5 cm.. No i raczej dopóki nie urośnie - nie wchodzimy na niego. Jeśli myślicie o zakładaniu  trawnika - można już zaczynać prace :) 
Można już również wysiewać pierwsze warzywka na rabaty...właśnie do gleby trafiły nasze rzodkiewki, sałaty, koperki pietruchy i marchwie...pierwsza tura warzywnych wysiewów za nami:)
 
 
za około 1,5 miesiąca w warzywniaku będzie tak:
 
 
W miniony weekend poddaliśmy nasz kilkuletni już trawnik  jak co roku zabiegom pielęgnacyjnym po zimie...ale o tym już opowiem dokładnie następnym razem. Zdążyłam jeszcze zadbać o rabatę różaną, oczyścić powojniki ze starych pędów i liści oraz, jak co roku -  wysadzić w donice dalie i begonie.
 
 
A za miesiąc moi kochani.... już za miesiąc.....pojawią się w końcu na naszym stole młodziutkie SZPARAGI!  na które tak czekam cały rok ! :) Też lubicie? A jak już jesteśmy w kulinarnych tematach - jeśli w Waszych domach pojawiły się już bratki, można z ich wykorzystaniem zrobić pyszną sałatkę, o TUTAJ podawałam przepis. A na zdjęciu poniżej - szparagi z sosem z gorgonzoli  i zapiekanymi w kokilkach gruszkami połączonymi z bakaliami i kozim serem...
 
 
 I tymże apetycznym akcentem żegnam się dziś z Wami - udanego tygodnia moi mili!, dużo słońca, zapału do prac ogrodniczych, balkonowych:) i do .....rolek? :) rowerów? biegania? :) jak spędzacie pierwsze tygodnie wiosny?
 
Uściski,
Wasza Zielona, czółnowa, oczadzona świeżym powietrzem:)...szczęśliwa:!

środa, 8 kwietnia 2015

"WNĘTRZARSKIE PODRÓŻE Green Canoe" ODCINEK 2



Pamiętam doskonale barwny ogród Kasi i Arka. Oraz dom. Tajemniczy, pachnący historią...pełen opowieści o tym, że jeśli się naprawdę, ale tak naprawdę o czymś marzy i jest się odpowiednio zmotywowanym - to jak najbardziej można owo marzenie osiągnąć. Udowodniła to Kasia, która ......a zresztą, niech lepiej opowie już sama. Posłuchajcie :)
UWAGA - jeśli chcecie być na bieżąco ze wszystkimi naszymi filmikami z GREEN CANOE TV - koniecznie przyciśnijcie opcję SUBSKRYBUJ na youtube na naszym kanale.
 
A dziś - życzę już miłej wizyty w domu ludzi realizujących swoje marzenia:).

czwartek, 2 kwietnia 2015

:):):):):):):) sto uśmiechów wiosennych.

Wysyłam owe uśmiechy dla wszystkich Czółnowców - bo w końcu słoneczko nam się tu dziś pojawiło! No i bardzo dziękuję Wam za wszystkie gratulacje i maile! :) Ależ mi sprawiliście niespodziankę:) Obejrzałam materiał wspólnie z Wami już na antenie tv. Jeśli ktoś nie miał okazji go obejrzeć z racji pory emisji - nic straconego:), możecie to zrobić na oficjalnej stronie "Pytania na śniadanie" - TUTAJ.
 
 
 
 
Mam nadzieję, że tematyka wnętrz - dekorowania przestrzeni i  stylizacji będzie się pojawiała
w telewizjach coraz częściej. Bo tak, jak kulinarne programy zdobywają serca widzów i jest ich coraz więcej - tak brakuje chyba nadal tych o wnętrzach, i o tym jak możemy własne przestrzenie upiększać, prawda?
 
Zasypaliście mnie pytaniami:) Że jak było? i skąd ja się tam w ogóle wzięłam:) Było owszem baaaardzo pracowicie ale i bardzo miło tak naprawdę - tak, jak pisałam już wcześniej -  miałam szczęście znów pracować ze wspaniałymi ludźmi. A wzięłam się w programie z zaproszenia:) "Pytania na śniadanie" i Lindt'a, którego słodkości były lokowane w materiał. Poproszono mnie o wykonanie stylizacji świątecznych oraz o rozmowę. Co zrobiłam z ogromną przyjemnością:)
 
 
 
 
Do stylizacji wykorzystałam oczywiście dary matki natury:) oraz produkty moich partnerskich firm. Wszystkie tekstylia, które pojawiły się w programie pochodzą oczywiście z DEKORIA  - mojej marki ambasadorskiej. Wybrałam 2 gamy kolorystyczne - w klasyce: naturalną écru beżową ( obrus biały tkanina Cotton panama, bieżniki RUSTICA 138-25) w pastelowej wersji wykorzystałam tkaninę w delikatne motywy kwiatowe: Mirella 141-16.
 
 
 
 
Porcelana, którą można było podziwiać w propozycji klasycznej to MARIAPAULA z firmy ALTOM, którą całkiem niedawno mogliście wygrać w naszym konkursie. O bardzo klasycznej eleganckiej linii, z delikatnym złotym rantem. Nie wiem czy widać to na wizji, ale w rzeczywistości prezentowała się na stole bardzo okazale. Tak jak mówiłam - do takiej klasycznej oprawy stołu bardzo łatwo dobrać wszelkie ozdoby i dekoracje. W pastelach - pokazałam jedną z serii GREEN GATE - czyli kropeczki na turkusie przełamane pastelową zielenią Ib Laursena.
 
 
WAZON/ SŁÓJ, który trzyma w rękach Ania, na którym wieszałyśmy wydmuszkę pochodzi z  mojej ulubionej pracowni GREENDECO, stamtąd są również wszystkie wianki wykorzystane przy nagraniu. A przepiękne jajo udekorowane metodą decoupage w środku słoja to już wyrób z galerii KAPRYS. Patelowe pisanki, jak co roku robiła dla mnie MANUFAKTURA JAJ. 
 
 

Zwróćcie też proszę uwagę na przepiękne tradycyjne pisanki pochodzące ze sklepu EPOLART - cuda z regionów łowickich i opolskich, oraz na pachnące lawendowym miodem pierniczki wielkanocne z LAWENDOWEJ PASIEKI, które zachwyciły i kunsztem wykonania jak i samym zapachem nie tylko Anię. To malutkie kulinarne dzieła sztuki!

Co prawda niestety nie widać ich dokładnie w materiale, ale w stylizacjach były jeszcze piękne LAMPIONY od AGNETHAHOME - to już klasa sama w sobie. Jeden widać na stole klasycznym, zaś te duże są widoczny w tle, gdy rozmawiamy z Anią przy pastelowej zastawie.
 
 
 
 
 Kochani - przyjemnych wrażeń przy oglądaniu Wam życzę:) Mam nadzieję, że ten krótki materiał wprawi Was w iście świąteczny nastrój....bo to przecież już za chwilę:)
 
W imieniu swoim własnym i całego zespołu GREEN CANOE składam Wam najserdeczniejsze życzenia świąteczne. SPOKOJU, RADOŚCI, ODPOCZYNKU - i cudownego, pełnego ciepłych rozmów z rodzinką czasu Wielkanocnego. Bo tak, jak powiedziałam w programie  - owszem ważne są świąteczne dekoracje, ale najważniejsze powinny być zawsze nasze rodzinne RELACJE:)
 
WESOŁYCH, RODZINNYCH ŚWIĄT zatem moi mili!
ALLELUJA!
 
Wasza zielona:) czółnowa ...pisanka:)
 
Wszystkie zdjęcia wykorzystane w tym poście są częścią materiału "Trzy propozycje na świąteczny stół" emitowanego w "Pytaniu na śniadanie " 2 kwietnia, będącego własnością tvp2.